Reklama

Polska ma paliwo na miesiąc!

Jeszcze kilka tygodni temu kryzys energetyczny wydawał się odległą abstrakcją. Dziś ma bardzo konkretny wymiar – w zbiornikach paliwowych samolotów i na tablicach odlotów europejskich lotnisk. Do Europy zmierza właśnie ostatnia duża dostawa paliwa lotniczego z Bliskiego Wschodu, a branża zaczyna mówić wprost: to może być początek realnych ograniczeń w ruchu lotniczym.

9 kwietnia do terminala w Rotterdamie zawinie supertankowiec Rong Lin Wan. To nie tylko kolejny statek z paliwem – to symboliczna granica między światem względnej stabilności a nową rzeczywistością niedoborów. Po zablokowaniu Cieśniny Ormuz Europa traci dostęp do jednego z kluczowych szlaków dostaw, a przecież jeszcze niedawno import pokrywał około 60% zapotrzebowania na paliwo lotnicze.


Ostatni tankowiec i pierwsze sygnały paniki

Rejs Rong Lin Wan rozpoczął się pod koniec lutego w Kuwejcie i niemal w ostatniej chwili przedarł się przez Ormuz. Dziś jego ładunek traktowany jest przez rynek jak „ostatnia pewna dostawa” na bliżej nieokreślony czas. I to wystarczyło, by ceny eksplodowały.

Reklama

W ciągu miesiąca cena paliwa Jet A-1 w Europie niemal się podwoiła. To nie efekt fizycznych braków – jeszcze nie – ale reakcji rynków na widmo ich nadejścia. W praktyce oznacza to jedno: branża lotnicza zaczyna funkcjonować w trybie kryzysowym, zanim paliwa faktycznie zabraknie.

Szacunki menedżerów linii lotniczych są ostrożne, ale niepokojące. Już na przełomie kwietnia i maja dostępność paliwa na rynku europejskim może spaść nawet o połowę. A to moment, gdy ruch lotniczy dopiero zaczyna się rozpędzać przed sezonem wakacyjnym.

Reklama

Polska na papierze bezpieczna. W praktyce – niekoniecznie

Na pierwszy rzut oka Polska wygląda jak wyjątek. Dzięki krajowej produkcji paliwa lotniczego przez Orlen jesteśmy w dużej mierze samowystarczalni. Problem w tym, że rok 2026 nie jest „zwykłym rokiem”.

W tym samym czasie, gdy globalne dostawy się kurczą, polskie rafinerie przechodzą zaplanowane remonty. W Gdańsku wyłączane są kluczowe instalacje destylacyjne i jednostki odpowiadające za jakość paliwa. W Płocku – sercu krajowego przetwórstwa – trwają prace przy hydrokrakingu i instalacjach wodorowych, które bezpośrednio wpływają na produkcję kerosyny.

Reklama

Efekt? Produkcja spada dokładnie wtedy, gdy powinna być maksymalna.

Do tego dochodzi jeszcze jeden fakt: zapasy paliwa lotniczego w Polsce na początku roku wystarczały na mniej niż miesiąc. W normalnych warunkach nie byłoby to problemem – brakujące wolumeny można by uzupełnić importem. Tyle że dziś ten mechanizm po prostu nie działa.


LOT ma plan. Ale nie wszystko da się przewidzieć

Narodowy przewoźnik, LOT Polish Airlines, nie wszedł w ten kryzys z pustymi rękami. Kluczowym zabezpieczeniem okazał się tzw. hedging – czyli wcześniejsze zakontraktowanie paliwa po niższych cenach. Dzięki temu pasażerowie na razie nie odczują pełnej skali podwyżek.

Reklama

Ale finanse to jedno, a fizyczna dostępność paliwa – drugie.

Jeśli zagraniczne lotniska zaczną racjonować tankowanie (co już się dzieje w niektórych krajach), linie będą musiały sięgać po rozwiązania awaryjne. Jednym z nich jest tzw. tankering – zabieranie dodatkowego paliwa z Warszawy, by wystarczyło na powrót. To zwiększa koszty i ogranicza możliwości operacyjne, ale pozwala utrzymać ciągłość lotów.

Czarny scenariusz zaczyna się w momencie, gdy kryzys przeciągnie się na lato. Wtedy w grę wchodzą już mniej subtelne działania: łączenie rejsów, ograniczanie siatki połączeń czy zawieszanie najmniej rentownych tras.

Reklama

Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by LOT znalazł się w sytuacji zagrożenia płynności. Spółka ma za sobą dobry rok finansowy i – co równie ważne – wsparcie państwa, które już raz udowodniło, że w sytuacjach kryzysowych potrafi działać szybko.


Na końcu tej historii nie chodzi tylko o samoloty. Droższe paliwo oznacza droższy transport towarów, a więc wyższe ceny w sklepach – od elektroniki po żywność. Kryzys, który zaczyna się na tankowcu w Zatoce Perskiej, bardzo szybko dociera do codzienności zwykłych ludzi.

Reklama

I choć dziś mówimy jeszcze o „możliwych ograniczeniach”, branża wie jedno: jeśli sytuacja się nie odwróci, pytanie nie będzie brzmiało czy loty będą odwoływane, ale które.

Źródło: polskieradio24.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama