Reklama

Te kolory mogą szkodzić Twojemu dziecku. Rodzice nie mają o tym pojęcia

Jeszcze niedawno wydawało się, że największym problemem dziecięcej garderoby jest to, że maluch wyrasta z niej szybciej, niż zdąży się zniszczyć. Dlatego wielu rodziców bez większego wahania sięga po ubrania z sieciówek – kolorowe, modne i przede wszystkim niedrogie. Najnowsze doniesienia naukowców pokazują jednak, że za tą wygodą może kryć się realne zagrożenie.

Podczas konferencji American Chemical Society w Atlancie zaprezentowano wstępne wyniki badań, które budzą poważne obawy. Wynika z nich, że niektóre dziecięce ubrania – szczególnie te o intensywnych, jaskrawych kolorach – mogą zawierać niebezpieczne ilości ołowiu.


Kolor, który kosztuje zdrowie

Problem nie dotyczy pojedynczych przypadków. Badaczki – studentki współpracujące z laboratorium Kamili Deavers z Marian University – przeanalizowały serię dziecięcych koszulek pochodzących od różnych sprzedawców, w tym popularnych marek fast fashion i dyskontów.

Reklama

Wynik był zaskakująco jednoznaczny: każda z przebadanych próbek przekraczała amerykański limit zawartości ołowiu, wynoszący 100 części na milion (ppm). Co więcej, najwyższe wartości odnotowano w ubraniach o najbardziej intensywnych barwach – czerwonych, żółtych czy pomarańczowych.

Skąd bierze się ten metal w tkaninach? Według badaczy część producentów wykorzystuje octan ołowiu jako tani sposób na utrwalenie barwników i uzyskanie wyrazistych kolorów. To rozwiązanie skuteczne – ale potencjalnie groźne.

Reklama

Dzieci w grupie najwyższego ryzyka

Dla dorosłych kontakt z niewielkimi ilościami ołowiu bywa ograniczony. W przypadku dzieci sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Organizm najmłodszych jest znacznie bardziej podatny na działanie toksyn, a ich codzienne zachowania – jak wkładanie ubrań do ust czy żucie materiału – zwiększają ryzyko ekspozycji.

Naukowcy postanowili to sprawdzić. W drugim etapie badań zasymulowali warunki panujące w żołądku i przeanalizowali, ile ołowiu może zostać uwolnione z tkaniny podczas ssania lub gryzienia. Wyniki sugerują, że nawet krótkotrwały kontakt może prowadzić do przekroczenia bezpiecznych dziennych norm.

Reklama

A to nie jest błaha sprawa. Ołów – nawet w niewielkich ilościach – może wpływać na rozwój mózgu, powodować problemy behawioralne oraz uszkodzenia układu nerwowego. Najbardziej narażone są dzieci poniżej szóstego roku życia.

Co istotne, inspiracją do rozpoczęcia badań była osobista historia. Kamila Deavers zdecydowała się przyjrzeć tematowi po tym, jak u jej córki – w wyniku kontaktu z zanieczyszczonymi zabawkami – wykryto podwyższony poziom ołowiu we krwi.


Tani produkt, drogi problem

Badania są na razie wstępne, ale ich znaczenie trudno zignorować. Naukowcy planują kolejne eksperymenty – chcą sprawdzić m.in., czy pranie ubrań wpływa na zawartość ołowiu oraz czy może dochodzić do jego przenoszenia na inne tkaniny w pralce.

Reklama

Jednocześnie wskazują, że rozwiązania istnieją. W przemyśle tekstylnym można stosować bezpieczniejsze metody utrwalania barwników – np. naturalne substancje roślinne bogate w garbniki (jak kora dębu czy skórka granatu) albo ekologiczny ałun. Problem w tym, że są one droższe.

I tu pojawia się kluczowe pytanie: kto zapłaci za bezpieczeństwo?

Bez nacisku ze strony konsumentów i regulatorów producenci mają niewielką motywację do zmiany technologii. Tymczasem, jak pokazują badania, cena taniej koszulki może być wyższa, niż się wydaje – tylko że nie widać jej na metce, lecz w potencjalnych konsekwencjach zdrowotnych.

Reklama

Dla rodziców to sygnał ostrzegawczy. Nie chodzi o panikę, lecz o świadomość. Bo w świecie szybkiej mody nawet coś tak niewinnego jak dziecięca koszulka może kryć więcej, niż sugeruje jej kolor.

Źródło: PAP, Zdj. PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama