Europa Zachodnia mierzy się z największą falą upadłości firm od ponad dwóch dekad. Problemy dotykają już nie tylko słabsze przedsiębiorstwa, ale także firmy z wieloletnim doświadczeniem i stabilnymi fundamentami. Eksperci ostrzegają, że kolejne miesiące mogą przynieść dalszy wzrost bankructw, a skutki odczuje cały rynek pracy.
Według najnowszych danych Creditreform w 2025 roku w 14 krajach UE oraz w Wielkiej Brytanii, Norwegii i Szwajcarii odnotowano 197 tys. 610 upadłości przedsiębiorstw. To najwyższy poziom od ponad 20 lat — wyższy nawet niż po kryzysie finansowym z lat 2008–2009.
Najwięcej bankructw zanotowano we Francji, gdzie upadło blisko 69 tys. firm. Na kolejnych miejscach znalazły się Wielka Brytania i Niemcy z liczbą przekraczającą 24 tys. przypadków.
Wzrost liczby upadłości odnotowano w 11 z 17 analizowanych państw. Szczególnie mocno problem nasilił się w Szwajcarii, Grecji, Finlandii i Niemczech.
Dodatkowo Instytut Badań Gospodarczych im. Leibniza w Halle (IWH) podał, że tylko w kwietniu w Niemczech odnotowano 1776 upadłości — najwięcej od 20 lat. Eksperci instytutu przewidują, że wysoki poziom utrzyma się co najmniej do lipca.
Sytuacja w Niemczech pozostaje szczególnie trudna. Eksperci prognozują, że w bieżącym roku liczba upadłości firm wzrośnie tam do prawie 25 tys. przypadków. Byłby to najwyższy poziom od 14 lat, co stanowi jasny sygnał ostrzegawczy dla największej gospodarki Europy.
Analitycy zwracają uwagę, że obecny kryzys nie dotyczy wyłącznie przedsiębiorstw znajdujących się wcześniej w złej sytuacji finansowej.
— „Szczególnie niepokojące jest obecnie to, że wiele firm z przemysłu przetwórczego, mimo zdrowych fundamentów, musi opuszczać rynek” — ocenił cytowany przez „Bild” Patrik-Ludwig Hantzsch, główny ekonomista Creditreform.
Według ekspertów europejskie firmy są dziś pod presją z kilku stron jednocześnie. Na sytuację wpływają m.in. słaby handel światowy, napięcia geopolityczne, wysokie koszty energii oraz rosnące obciążenia administracyjne. To właśnie połączenie tych czynników coraz bardziej osłabia konkurencyjność przedsiębiorstw i pogłębia problemy finansowe wielu firm.
Coraz większym problemem stają się także opóźnienia w płatnościach. Według danych CRIF średni czas zaległości płatniczych wśród firm mających problemy z regulowaniem zobowiązań wzrósł w Niemczech do 31,6 dnia. Jeszcze miesiąc wcześniej było to 20,1 dnia.
Eksperci ostrzegają, że sytuacja może się dodatkowo pogorszyć w związku z napięciami na Bliskim Wschodzie i ryzykiem wzrostu cen surowców energetycznych.
Allianz Trade podniósł już swoją globalną prognozę dotyczącą upadłości firm na świecie — z 3 proc. do 6 proc. W scenariuszu dalszej eskalacji konfliktu i problemów z transportem ropy możliwy jest jeszcze większy wzrost liczby bankructw.
— „Wszystko zależy teraz od czasu trwania konfliktu na Bliskim Wschodzie” — powiedział cytowany przez Die Welt Milo Bogaerts, szef Allianz Trade w Niemczech. — „Ryzyko pogorszenia sytuacji jest obecnie wysokie” – dodał.
Szczególnie narażone mają być Niemcy, których gospodarka jest silnie uzależniona od eksportu i przemysłu.
Rosnąca liczba bankructw może przełożyć się również na rynek pracy. Allianz Trade szacuje, że w 2026 roku z powodu upadłości firm zagrożonych może być nawet 2,2 mln miejsc pracy na świecie. Największe ryzyko ma dotyczyć właśnie Europy, a szczególnie Niemiec, tu według prognoz – pracę może stracić nawet 209 tys. osób.
Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że sytuacja w Europie Wschodniej wygląda obecnie stabilniej niż na Zachodzie. W większości analizowanych państw regionu (8 z 12) liczba upadłości spadła, jednak Gerhard Weinhofer z Creditreform ostrzega, że te dane mogą być mylące. W rzeczywistości branża budowlana oraz sektor usług w Europie Wschodniej nadal zmagają się z poważnymi problemami, a liczba upadłości w tych sektorach utrzymuje się na wyższym poziomie niż przed 2020 rokiem (czyli przed pandemią).
Creditreform nie wyklucza, że 2026 rok przyniesie kolejną falę bankructw. Ekonomiści podkreślają, że obecna sytuacja pozostaje bardzo nieprzewidywalna, a przedsiębiorstwa w całej Europie nadal działają pod presją kosztów, słabego popytu i niestabilnej sytuacji geopolitycznej.
— „To mechanizm niezbędny dla przetrwania naszej społecznej gospodarki rynkowej. Ale to oznacza też, że przed nami kolejne bankructwa” — ostrzega Patrik-Ludwig Hantzsch.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze